Lifestyle

Być jak niewidomy alpinista

Nigdy nie lubiłem chorych ludzi. Zawsze się ich bałem. I nie chodzi tu tylko o grypę.

Zawsze bałem się ludzi z jakimś schorzeniem psychicznym albo defektem ciała. Wiem, że często zdarzy mi się powiedzieć coś nieprzemyślanego i nigdy nie jestem pewny, co takiemu po jakimś komentarzu przyjdzie do głowy. Ale z drugiej strony, zawsze szanowałem ludzi, którzy mimo uszczerbku na zdrowiu, także tym psychicznym, są w stanie normalnie funkcjonować. A czasem lepiej od ludzi zdrowych.

Siedzę sobie w tramwaju, jadę na wykłady. Jak byłem w Londynie to nauczyłem się tam jeździć komunikacją. I nie chodzi tylko o połapanie się w liniach metra i umiejętność niezgubienia się. W Londynie każdy w czasie podróży czyta. Gazetę, książkę, ulotkę, cokolwiek. Ale zawsze czyta. Jak nie czyta, to na bank jest to turysta, albo Polak. Jak przyjechałem do Polski, to stwierdziłem, że będę jeździł komunikacją ,,Po Londyńsku”.

Więc jadę sobie, czytam książkę. Zbliża się najbardziej oblegany przystanek i wsiada horda ludzi. Po chwili czuje oddech i to spojrzenie kogoś na sobie. To spojrzenie, gdy wiesz, że zaraz ktoś będzie coś chciał. Odwracam głowę żeby zobaczyć o co chodzi i widzę – starsza kobieta z dzieckiem. Niewidomym. Zrozumiałem, że babcia dba mocno o swojego wnuczka i chce by usiadł. Byłem najmłodszy w wagonie, to padło na mnie. Dobra, wstaje.

Całą drogę zamiast siedzieć i czytać, zastanawiałem się co mu to dało, że siedzi. Nie wyglądało na to by nie mógł bez tego podróżować. To tylko nadopiekuńcza staruszka, która przesadzając z dobrocią dla swojego wnuczka, czyni mu krzywdę. Babcia co jakiś czas patrzyła w moją stronę i coś mówiła pod nosem. Pewnie smęty, jaka to ta młodzież jest zła, tak o, bo jest i tyle.

Wysiadam, babcia z wnuczkiem razem ze mną. Babcia prosi okolicznych ludzi by pomogli jej wysiąść z wnuczkiem, bo sama sobie nie da rady. Mimo próśb chłopca, że przecież on sam sobie doskonale radzi, pomogło mu dwóch mężczyzn. Wysiedli i poszli w swoją stronę.

Drugi przykład zobaczyłem na ściance wspinaczkowej. Po 20 latach niechęci, ojciec mnie przekonał, jako tako, do wspinaczki i chodzę z nim. Fajna sprawa, polecam. Wszystko boli, zmęczenie jak po dwóch godzinach na siłowni, ale radocha i adrenalina niesamowita.

Rozciągam się, później ubieram mega ciasne buty. Spoglądam na ludzi wspinających się i widzę, jak jakiś koleś robi jedną z cięższych dróg. Różnica między nim, a innymi wspinaczami była taka, że na dole stała jakaś kobieta i mu opisywała gdzie ma dany chwyt. Tak, był niewidomy. Przez kilkanaście minut nie mogłem pojąć jak to jest możliwe. Ja, widząc chwyty i teoretycznie mając większe możliwości, nie miałem szans na drodze, którą on robił. W sumie, to robił ją bez problemu.

Skończył, zjechał. Podszedłem spróbować tam, gdzie on się wspinał przed chwilą. Wszedłem do połowy, ręce zaliczyły zgon, odpadłem od ściany. Co by śmiesznie było – droga ta była w przewieszeniu, czyli pod kątem. Więc jak się odpada, to leci się w drugą stronę. Teraz moje latanie z jednej strony ścianki na drugą, wydaje mi się dość zabawne. Wtedy nie bardzo. ;)

Dawno nie czułem się tak dziwnie. Dwudziestolatek, który co prawda wspina się krótko, ale jest pełnosprawny, nie dał rady tam, gdzie dał radę niewidomy. Chciałem podejść i mu powiedzieć, że jest niesamowity, ale było mi po prostu zbyt głupio.

Wiem doskonale o tym, że są to dwa zupełnie oddalone od siebie przykłady, ale oba tyczą się tego samego typu osób. Każdy człowiek niepełnosprawny jest w któreś z dwóch grup – narzekający się na swoje życie i mający żal do wszystkich zdrowych, lub ten drugi – Ci, którzy tym co robią, udowadniają zdrowym, że brak wzroku, nóg czy rąk, to wcale żadne ograniczenie. Często zdarza się tak, że ciężką pracą, ale naprawdę zajebiście ciężką pracą, Ci drudzy osiągają takie wyniki, o jakich ,,Zdrowi” mogą pomarzyć.

Niestety częściej spotykam ten pierwszy typ. Narzekanie, smutek, żal i nienawiść do innych. To takie normalne. Ale powiedzcie mi – nie lepiej spróbować zrobić to nieco inaczej?

4 Comments

  1. Ja Ci mogę powiedzieć, kto połapał się w liniach metra londyńskiego i nie pogubił się tam, ale na pewno nie byłeś to Ty… :* xd Chociaż co do gubienia się, to może i Ciebie się tyczy, bo byłeś z kimś, kto był niezwykle zorientowany :D

    Co do wspinaczki, to również baaardzo mi się podoba, ale niestety nie miałam jeszcze okazji robić tego w bardziej zaawansowany sposób…

    A co do niewidomego człowieka na ściance- wow! To musiało być niesamowite!

    1. No akurat będąc z Tobą się gubiłem, więc jest remis :D
      Co do wspinaczki, to w Bydgoszczy masz kilka ścianek wspinaczkowych, polecam.

      1. Zaraz umrę ze śmiechu!!!! To JA ogarnęłam metro, nie TY!!!!
        Tylko raz mi się nie udało… I wyjechaliśmy undergroundem na powierzchnię… I straszszszszsznie żałuję, że nie pojechaliśmy dalej na King’s Cross… (jak takie niedopatrzenie mogło przejść?!)
        A co do ścianek w Bydgoszczy- wieem, że są :)

Leave a Reply

Your email address will not be published.