Lifestyle

Festiwal Wszystkich Świętych

Patrząc po tym, jaki cyrk się dzieje na cmentarzach, wydaje mi się że nawet Halloween jest mniej zabawnym świętem. Na pewno mniej przypałowym.

Wszystkich Świętych to taki dzień, w którym wypada iść na cmentarz, pozamiatać, posprzątać i postawić jakiś znicz. Później chwila zadumy i rozmowy z jeszcze żyjącą rodziną.

Jasne, tak było parędziesiąt lat temu.

Teraz przed samym cmentarzem ustawiane są nie tylko i wyłącznie stoiska ze zniczami. Są stoiska z napojami, jedzeniem i rogalikami. Czekam aż przed każdym cmentarzem będzie kebab lub McDonald’s, co by nie wchodzić na cmentarz głodnym.

Na samym cmentarzu jest jeszcze weselej. Znicze grające polifoniczną muzykę rodem z Nokii 3310, rodziny które kłócą się o kolejność ustawienia zniczy i wesołe zdjęcia na nagrobkach.

Dzisiaj widziałem grób rodzinny, na którym zdjęcie pochowanych ludzi było w kształcie serduszka. Słodko. Szkoda, że nie żyjecie.

Samo święto nie ma już nic wspólnego z tym,  co miało kiedyś. Wszystko poszło troszkę do przodu, jest pełno nowych zapożyczeń z innych kultur, takich jak Halloween.

W Polsce jest to po prostu kolejna okazja do naprucia się, więc widok skacowanych nastolatków opierających się o grób bawił mnie niezmiernie.

Narzekanie na to, że już nie ma zadumy i pamięci o bliskich nic nie da. Lepiej stanąć z boku i śmiać się z tego wszystkiego. Podejść z humorem, a nie narzekać na to, że coś się pozmieniało i zepsuło.

Tak jak robię ja od kilku dobrych lat, gdy przechodzę obok grobu pani Anieli Fiut.