Lifestyle

Frytki z cebulą w McDonald’s

Wiedzieliście, że od niedawna możecie delektować się darmową kawą i darmowymi frytkami w McD? A wiedzieliście, że sporo osób nagina tę promocję?

Frytki raz!

Kupony do McD istniały odkąd tylko sięgam pamięcią. Smartfonów, kodów QR i całej reszty tech – badziewia wtedy nie było, więc były w formie papierowej. Już wtedy były promo na cheeseburgery, Big Macki, a nawet na sałatki. Przychodziłeś, dawałeś kupon, płaciłeś, żarłeś i wychodziłeś.

Proste jak drut. Teraz podchodzisz z kodem, który mimo iż jednorazowy, to łatwo odnawialny, bierzesz frytki, a akcję powtarzasz aż przez drzwi zamiast wyjść, to się wytoczysz.

Boli mnie to polactwo

Żyję trochę na tym świecie i zauważyłem pewną prawidłowość – coś, co jest nie do zrobienia lub jest ekstremalne ciężkie, należy dać do zrobienia Polakom. Oni wymyślą prowizoryczny sposób by to zrobić lub będą cwaniakować do tego stopnia, że uwierzysz, że to jest zrobione.

Niestety, od kilku lat widzę, że to cwaniakowanie odbywa się na tych płaszczyznach, na których nie powinno.Każdy kto trafił na promocję w supermarkecie wie o co chodzi.

Rzeź w Biedronkach przy promocjach -25% to klasyka gatunku. Drugi artykuł za 1 gr w bodajże Carrefur to też ładna maniana. W obu przypadkach cebulę czuć na kilometr. Ludzie zamiast wziąć jeden dozwolony artykuł (i drugi za ten nieszczęsny grosz), to robią dziesięć rundek wokół marketu i biorą tyle, na ile ochrona im pozwoli.

To samo jest w Mcd. ,,Restauracji„, w której nie można stracić dużo pieniędzy. Nieważne jakim grubasem byś był – nie stracisz tam więcej niż 30 – 40 złotych. Ale mimo to, nasze zakorzenione gdzieś hen daleko w podświadomości cebulactwo, nakazuje byśmy brali jak najwięcej i jak najszybciej.

BO JEST ZA DARMO.