Lifestyle

Jak przetrwać wizytę w przychodni?

Tak, wasz ulubiony bloger jest chory. I to nie byle jak – ultimate badass angina go złapała i za nic nie chce puścić. Musiał więc iść do przychodni. I aż się wzdryga, gdy pisze teraz to słowo.

To wcale nie jest takie byle co

Zacznijmy od tego, że pójście do przychodni, to nie jest tak trywialna sprawa, jak mogłoby się wydawać. To coś jak z pójściem na pocztę i odebranie awizo. Jeśli masz farta, idziesz i odbierasz. Jak nie, to kończysz jak Łona. Albo tak jak ja za każdym razem. Tu i tu trzeba się przygotować, zabrać niezbędne rzeczy i zarezerwować sobie multum czasu, najlepiej ze dwie, trzy godziny.

Mówiąc przygotowanie, nie mam na myśli wzięcia dowodu osobistego. Już kiedyś o tym pisałem, gdy przy odbieraniu awizo, przemiła pani w okienku, prosiła o imiona moich rodziców, adres i kod pocztowy. Ja wiem, że dowód wyrabiany dwa lata temu, ja wiem, że trochę się zmieniło od tego czasu, ale serio, czy odebranie listu, który był oczywiście nie do mnie, wymaga aż takiej weryfikacji danych?

Ale o czym to ja miałem? A, o przychodni.

Kto ostatni?

Klasyczne pytanie, które trzeba zadać po wejściu do przychodni. Najczęściej kilkukrotnie, bo nigdy nikt nie wie kto jest ostatni, każdy jest pierwszy, każdy jest przed każdym. Generalnie, często mam tak, że ostatniej osoby po prostu nie ma. Nie wiem jak to jest, ale ona nie istnieje. Mała porada – w takiej sytuacji pytamy kto jest przedostatni. Srsly, działa.

Jak już usiądziemy i poznamy swoje miejsce w szeregu, czeka nas coś, czego do końca swoich dni na pewno nie zrozumiem – odpowiadanie starszym ludziom. Mają oni coś takiego, że lubią mówić do samych siebie, wciągając w to młodszych ludzi. Czy to sklep, czy to poczta, przychodnia, przystanek autobusowy. Nieważne czy mamy słuchawki na uszach, czy książkę w ręce. I tak będą do nas mówić. Albo będą zagadywać o tym, że rozkład zmienili, albo że brudno na poczcie, cokolwiek, bylebyśmy wdali się w wir rozmowy. No nie jest tak?

Dlatego właśnie, warto jest wziąć do przychodni wszystko co mamy – słuchawki, czytnik, tablet, przenośną konsolę, książkę, bierki, szachy. Cokolwiek, ważne by sprawiać wrażenie mocno zajętego człowieka. Może unikniemy pogadanki o żylakach, albo ewentualnym złym samopoczuciu.

Ja tylko po receptę!

Nienawidzę tego typu ludzi. No po prostu rozjeżdżałbym walcem. Są wszędzie, w urzędach, w kinie, w sklepie, przychodni. Wszędzie, gdzie tylko występuje zjawisko kolejki. Rzucają tekst, że wejdą tylko po coś, co teoretycznie powinno trwać sekundę i przesiadują kwadrans. I tak jest zawsze. Jeszcze nigdy nie było, by ktoś wszedł po receptę, po bilet, po cokolwiek i wyszedł po kilku sekundach. Jeśli tak robisz – umrzyj. Najlepiej na raka prostaty, co by śmiesznie było.

Jak już przetrwaliśmy rozmowy ze starszymi ludźmi, siedzimy w kolejce i przeczekaliśmy wszystkich ,,Tylko po receptę”, to pozostaje iść i modlić się, by to nie było nic groźnego, ale żebyśmy dostali długie zwolnienie. I warto podejść do sprawy, jak w sumie do wszystkiego, z jako takim optymizmem, może nie trafimy na żaden z tych problemów. Mi się nie udało.

Więc tradycyjnie, leżę w łóżku i jak każdy facet myślę, że po każdym kichnięciu coraz bliżej śmierci. Smutne, ale prawdziwe. Zobaczycie, pewnie umrę po następnym.

5 Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published.