Lifestyle

Jak w PKP proszą po angielsku o bilet?

POOOOOOOOOOOOPROSZĘĘĘĘĘ BIIIIIIIIIIIIIILEEEEEEEEEEEET. I niestety, jest to historia prawdziwa.

Martin z Oslo

Jeżdżąc do dziewczyny pociągiem, spotkałem się z masą sytuacji, które często ciężko jest ubrać w zdania, a nawet w słowa. Jedyne co ciśnie się na usta, to wolne od eufemizmów wulgaryzmy połączone ze zdziwieniem.

Teraz nie było inaczej.

Zawsze wracam wieczorem, czyli wtedy, gdy kasy biletowe są zamknięte w mniejszych miejscowościach. Dlatego kupuje bilety u przewoźników, o ile ich znajdę (a raczej – oni mnie). Nigdy nie burzyli się, że bilet kupuję dopiero gdy sami podejdą. Ba, raz na pytanie ,,Było sprawdzane?”, po chwili stresującego na maxa zastanowienia, palnąłem szybkie – nie wiem.

Do teraz nie wiem co naściemniałem, że koleś uwierzył, że bilet był sprawdzany.

Tym razem pani przewoźnik sprzedając bilet, patrzyła maślanym wzrokiem, bo wiedziała, że jako nieliczny mogę jej uratować dupę. Otóż, tym samym pociągiem jechał obcokrajowiec. Sytuacja na tyle rzadka, że pani konduktor nie czuła zażenowania, mówiąc do niego po polsku i prosząc, żebym mu pomógł przetransportować się do Bydgoszczy, bo po drodze mieliśmy jedną przesiadkę.

No spoko, siema siema, Łukasz jestem, I’ll be your guide to Bydgoszcz i w ogóle nice & wow.

Po chwili rozmowy o studiach, Bydgoszczy i tego typu duperelach, Martin zapytał mnie jak to jest, że półtora roku temu, na Euro, każdy mówił po angielsku, a teraz nie mówi nikt.

Łukasz z Bydgoszczy

Zamurowało mnie. Koleś z Oslo, studiujący medycynę w Bydgoszczy, jednym prostym pytaniem zdemaskował całą naszą polską szopkę.

W czasie euro spotkać można było w komunikacji miejskiej, jak i w PKP, komunikaty w języku angielskim, obsługę z jako – takim obeznaniem w tymże języku i odnowione dworce.

Po euro wszystko to zniknęło. Dworce na nowo zniszczyli, znających angielski zwolnili i z powrotem zatrudnili stare baby, których jedyną umiejętnością jest skasowanie i wydanie biletu? Nie wiem jakim sposobem, ale wszystko wróciło do normy.

Do normy, w której wstydzę się przed obcokrajowcem w jakim kraju żyję.

3 Comments

  1. Ostatnio mój profesor od konwersacji (Anglik) mówił nam z czym obcokrajowcy kojarzą Polskę. Okazało się, że między innymi właśnie z tego, że dostać się z punktu A do B pociągiem graniczy z cudem. Nikt nie jest w stanie im nic powiedzieć, a przecież to jeszcze trzeba mieć różne rodzaje biletu na różne pociągi. :D

  2. Zapewne albo zatrudnili dodatkowe osoby tylko na czas Euro albo obniżyli płacę po nim. A tak swoja drogą, jakbym był „starą babą” to też by mi się nie chciało na starość uczyć języka xd

Leave a Reply

Your email address will not be published.