Lifestyle

Kiedy umarło we mnie dziecko

A ja, biedny, nawet tego nie zauważyłem.

Zajdel i LEGO

Całkiem niedawno pisałem o Bookrage i jego promocji z książkami Zajdla, w których się maksymalnie zakochałem. Pan Zajdel pisał książki traktujące o dystopijnych ustrojach i zjawiskach społecznych. Robił to na tyle dobrze, że po przeczytaniu każdej następnej książki, doszukiwałem się tych zjawisk w naszym świecie, mając przy okazji ludzi za jeszcze głupszych, niż są w rzeczywistości.

No, ale nie o Zajdlu dzisiaj.

Dzisiaj będzie o LEGO, a właściwie o filmowej adaptacji tychże cudownych klocków. Film raczej dla dzieci, na który wybrałem się z niemijającej od lat miłości do tych małych, duńskich wyrobów.

No i zaczęło się. Siedzę obok kuzyna, który łapie podjarę na samą myśl o mieście z lego i fabule, która początkowo zdaje się nie mieć sensu. Ja, dwukrotnie starszy od niego, widzę w filmie identyczny obraz jaki pojawia się w jednym ze światów Zajdla – Paradyzji. Monitoring, pilnowanie każdego obywatela, instrukcje dotyczące życia, zamknięty teren, brak możliwości robienia czegoś na własną rękę (W lego – budowania, u Zajdla – jakichkolwiek działań matematycznych).

Dramat. Tylko dziesięć lat różnicy, to samo miejsce, ten sam czas, ten sam film i ta sama sala. Zupełnie dwa inne filmy i zupełnie inny odbiór.

Nic się nie zmienia

Mimo, iż film odebraliśmy zupełnie inaczej, on odebrał to jako opowiastkę o lego, ja jako pełną metafor (serio!) opowieść niekoniecznie dla dzieci, to z kina wyszliśmy w ten sam sposób.

Idąc do stoiska Lego, ustawianego po każdym seansie, i kupując lego.

I ciesze się maksymalnie, że zostały we mnie resztki z dziecka, które mimo, iż widzi świat zupełnie inaczej niż przed dekadą, to nadal cieszy się z tego samego.

Z LEGO.

Leave a Reply

Your email address will not be published.