Media

10 faktów o książce Kominka

Ciężko recenzować coś, co każdy już opisał i to w superlatywach. Ciężko napisać o tej książce inną opinię, niż pozytywną. Ale dlaczego by jej nie wypunktować?

1. Kominek pisze lepsze książki niż bloga

Ile słów powinien mieć wpis na jakimkolwiek blogu? Kominka, Segritty, Jestkulturze, albo chociażby moim? Każdy mieści się w przedziale 200 – 500. To teraz wyobraź sobie wpis, który ma ponad trzysta stron, jest pisany identycznym językiem co wpisy w Internecie i porusza tematykę, która jako blogera, interesuje Cię najbardziej. Damn, to brzmi pięknie.

2. Wszyscy jesteśmy blogerami

Myśl ta, jeszcze przed przeczytaniem książki, wpadła mi do głowy patrząc na posty Yuriego. Kiedyś bloger pokerowy, teraz pisze statusy na Facebooku, które zgarniają setki lajków i dziesiątki komentarzy. Każdy może być blogerem, nawet bez bloga. Wystarczy opiniotwórczość i charyzma, lub poczucie humoru, które u Yuriego atakuje przy każdym poście.

3. Kominek zastosował się do mojej rady

Znaczy – nie tylko mojej. W poprzedniej książce podział treści przypominał ten z bloga – tekst i komentarze. Komentatorami byli inni blogerzy, którzy dorzucali swoje trzy grosze w niektórych tematach. Dodawało to książce sporej niespójności, bo często opinie powielały treść danego rozdziału, lub całkowicie od niego odbiegały. Dlatego…

4. Nową książkę czyta się w moment

Nie ma już komentarzy innych blogerów. Są opinie przeplatane w treści danego rozdziału. Dobre rozwiązanie, bo w niektórych sprawach ciężko polegać na opinii samego Kominka.

5. Niepotrzebne wrzucenie kilku akapitów z Blogera

Rozumiem, że nie każdy czytał pierwszą książkę i nie każdy ma zamiar ją kupić. Sam Kominek podał trzy opcje, które miał do wyboru przy pisaniu rozdziału o współpracy z firmami. Wybrał trzecią, czyli wkleić 60 stron Blogera do Bloga. Osobiście wolałbym żeby napisał ,,nowy” materiał, a zainteresowani kupiliby Blogera – bo kupiliby na pewno.

6. To nadal jest ponad 300 stron wypchanych mięchem

Mimo, iż 60 stron musiałem opuścić, to i tak jest to książka warta uwagi. Jest wypełniona informacjami i przykładami po brzegi. I co najważniejsze – nie są pisane na siłę. Wszystko tutaj trzyma się kupy, a informacje i rady zapamiętuje się w mig. Tak samo jak w Blogerze.

7. Mo – ty – wa – cja

W trakcie czytania Bloga ma się ochotę rzucić wszystko i wziąć się do roboty (Niekoniecznie tej blogowej). Opisywane przykłady i sytuacje działają bardziej motywująco, niż status Buddy na Twitterze. Wystarczy spojrzeć na częstotliwość dodawania przeze mnie wpisów w czasie czytania Blogera i Bloga. Niemalże codziennie.

8. Flybook!

Jedna z lepszych nazw na FAQ ever. Flybook to odpowiedzi na pytania, które zostały czytelnikom po lekturze Blogera. Było ich sporo, sam cały czas mam jedno. Jedna z większych kopalni wiedzy w całej książce.

9. Nie tylko dla blogerów

Jako, iż teoretycznie blogerem może być każdy, to wychodzi, że książka jest dla każdego. Od tych, co mają tylko konto na Facebook, przez nastoletnie dziewczyny piszące pamiętnik na onecie, aż do firm, które współpracują z blogerami. Nawet będąc blogerem, warto przeczytać jak to wygląda z drugiej strony barykady.

10. Epilogi to najlepsze teksty Kominka

Nie żadne Ławeczki, 3 sekundy do szczęścia, albo Wszyscy odchodzą. To świetne teksty, jasne. Jednak to co robi w epilogach swoich książek, to poziom nieosiągalny dla całej polskiej blogosfery. Mam nadzieje, że za jakieś 5 – 10 lat blogosfera będzie na poziomie tych dwóch epilogów.

I wiecie co mnie najbardziej boli w recenzjach tej książki? Że według Kominka powielanie opinii jest bezsensowne, ale jak tu nie powielać opinii, skoro z reguły każda jest pozytywna?

Zdjęcie do wpisu zapożyczone od Kominka.

3 Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published.