Przemyślenia

Londyn jakiego nie znacie #4 – Dlaczego Anglicy przypominają Amerykanów?

Głupi, otyli Amerykanie. Każdy zna ten stereotyp, a spora część w niego wierzy. Po tygodniu w Londynie zauważyłem, że niedługo ten stereotyp będzie się też tyczył Anglików.

1 za 2£, 4 za 2,5£

Pierwsze co rzuca się w oczy w sklepach, to przeceny. Ale nie jakieś czasowe, jak to ma miejsce w Polsce (Takie jak obniżenie ceny o 90%, bo data ważności produktu jest wczorajsza), tylko takie stałe. Najczęściej przeceniane są chipsy. Walkersy, czyli nasze Lay’s, można kupować na sztuki, albo co by nie bujać się z małymi paczkami, to kupić od razu dwunastopak. Wychodzi taniej, masz więcej żarła i większy brzuch. Czyli, każdy zadowolony.

Podobna opcja jest z piciem, tylko że w przypadku picia przeceny są bardziej interesujące. Nie ma tutaj miejsca na opakowania po dwanaście butelek, przy których oszczędzamy po 5 pensów na każdej. Tutaj promocje są rzucane z grubej rury. Np. Cola kosztuje 2,5£, ale już 3 takie butelki będą za 3£.

W Polsce nie uświadczyłbym kogoś, kto nie niesie wielokrotności 3 takich butelek. Tam to norma. Nie ma zachłanności na promocje i rzucanie się na wszystko co ma obniżoną cenę.

Pedalskie jabłkowe piwo w butelkach 3 litrowych. Moje ulubione.

Może dlatego, że Anglicy zarabiają o wiele więcej, ale o tym za chwilę.

A co to znaczy ,,tłuste”?

W Anglii nikt nie boi się jeść tłusto. Macdonaldy i KFC są aż przepełnione ludźmi. Tymi co jedzą, jak i tymi co czekają na jedzenie. Hint na dziś – nigdy nie stój w kolejce za murzynką w jakimkolwiek fastfoodzie. Nie o rasizm chodzi, a o wielkość ich zamówień. Pierwszy raz w życiu widziałem kogoś, kto bierze 3 tacki wypełnione po brzegi żarciem w Macdonald’s. Dla siebie i dwójki dzieci.

Jak byłem na meczu Arsenalu, to jedynym pożywieniem, które można było tam dostać, to hot – dog i piwo. Hot dogi, serwowane z tłustą cebulą, nie wyglądają okazale, ale smakują spoko. Co dziwne – na stadionie jest coś takiego jak Sauce station. Czyli miejscówa wypełniona musztardami, ketchupami i sosami. Każdy może podejść, zalać sobie hot – doga i wracać na mecz.

Sorry, głodny byłem.

Wyobraźcie sobie to w Polsce. Pierwszy rzut taką butelką ketchupu nastąpiłby wraz z pierwszym gwizdkiem sędziego.

Moda na jedzenie

Nieważne kiedy i o jakiej porze, restauracje w Londynie są zawalone po brzegi. Wszystkie. Te na wyższym poziomie, fastfoody, nawet bary i puby. Czasem miałem wrażenie, że ludzie poza jedzeniem, nie robią nic innego. Chodzenie do restauracji na obiad to całkiem normalna i codzienna sprawa. W Polsce to cały czas jest rzadkość, a takie wypady traktujemy jako ‚Łał, idziemy do restauracji!’ Już pędzę z wyjaśnieniem dlaczego tak jest. Najlepiej na przykładzie Macdonald’s.

Ciekawe czy w Polsce taka chińska knajpa miałaby rację bytu.

W Anglii minimalna płaca to granice 6£, a w Polsce, przy maksymalnie dobrych wiatrach jest to 10 złotych. Jako, iż ceny w sklepach są różne, więc porównywanie tego w taki sposób, jest pomysłem całkowicie z kosmosu, to zostaje Macdonald’s. W Polsce przy zarobkach 10/h starczy Ci na niespełna 3 cheeseburgery. W Anglii przy zarobkach minimalnych stać nas na 6.

W Polsce będą za 10 lat.

Sushi za 2 funty. Kupione w Tesco.

Dlatego za kilka lat, no, góra kilkanaście z Anglii, a przynajmniej z Londynu, zrobi się druga Ameryka. Już teraz widać pierwsze objawy jedzenia w fastfoodach.

One Comment

  1. To fakt. Byłam kiedyś w Londynie i już wtedy (około 8 lat temu) naturalną obiadokolacją było fish and chips. Oczywiście z MacDonalda.

Leave a Reply

Your email address will not be published.