Lifestyle Przemyślenia

Londyn jakiego nie znacie #1 – Lot

Chciałbym móc tu napisać, że latanie z Polski to czysta przyjemność, a obecność Polaków na lotnisku wcale nie jest irytującą rzeczą. No, ale jako iż dobry bloger nie kłamie, to muszę napisać samą prawdę.

Małe dzieci są takie urocze!

Nie od dziś wiadomo, że Baluk małych dzieci nie lubi, a swoje własne będzie miał grubo po trzydziestce. Wierze, że w tym wieku nie będę się irytował na płacz dziecka, pozytywnie reagował na jego zachcianki i wstawał specjalnie dla niego, żeby sprawdzić czy dobrze śpi. Czytaj: dojrzeje po prostu. Póki co nie czas na takie wybryki, wiec mam prawo irytować się niemiłosiernie na male dzieci w samolocie. A jest na co.

Jak jadę jakimkolwiek środkiem transportu, to gdy się na mnie natkniecie, zobaczycie, ze robię tylko jedna z dwóch czynności: Śpię, albo czytam. W drodze do Londynu planowałem poczytać sobie Blogera, co by dowiedzieć się, czemu jeszcze nie zarabiam grubych milionów, tylko marne tysiące. Nie udało mi się. Przegrałem z matka dziecka, która miała wylane na fakt, czy jej dziecko śpi, czy drze mordę na cały samolot. Dodam tylko, że dziecko umiało mówić, czyli nie było takie małe. Dodam też, że wkurwiało połowe samolotu chyba tak o, dla zabawy.

Klaskanko, klaskanko

Są rzeczy, których w trakcie lotu samolotem nigdy nie zrozumiem:

  1. Czekanie w kolejce przed odlotem na dwadzieścia minut przed otwarciem bramki
  2. Biegniecie na krzywy ryj do samolotu ‚BO MOŻE BĘDĘ MIAŁ MIEJSCE PRZY OKNIE’
  3. Wstawanie i sieganie po bagaz podreczny od razu po wyladowaniu samolotu
  4. Klaskanie po zetknięciu się z ziemią
  5. I ostatnie, które doświadczyłem dopiero teraz – kupowanie priorytetu stania w kolejce przed wylotem.

To ostatnie rozwaliło mnie najmocniej – kupujesz sobie za około 100 zł przywilej szybszego wejścia do samolotu, w którym przed każdym siedzeniem jest równie mało miejsca, a przez każde okno tak samo mało widać.

Lece do Anglii, to znaczy, że muszę znać angielski?

Miejsca jeszcze nie zajęte, samolot stoi na pasie, czeka aż pasażerowie zajmą miejsca, a stewardessy zareklamują soki za 15 zł. Siedzi dwóch typków, mniej więcej w moim wieku. I podchodzi do nich koleś, w wieku mniej więcej mojego ojca, z zapytaniem ,,Is it reserved for someone?’. Na co Ci – ‚yea, yea’. Myślę, spoko, zaraz wpadnie ich kolega, wiec koleś musi poszukać innego miejsca.

Ale niestety – kolejny raz dostałem Polską w ryj. Podchodzi inny koleś, też w wieku mojego ojca i pyta, czy wolne i czy może usiąść. Na co Ci, ze tak. No szczękę to ja zbierałem z podłogi. Lecieć do Anglii i nie rozumieć tak banalnego zdania? Ja rozumiem, ze lecą do rodziny. Ja rozumiem, ze ich odbiorą z lotniska i nie będą musieć nic mówić. No ale kurwa mac, taki banał?

Za to angielska mentalność jest zupełnie odwrotna w porównaniu do naszej. Ale o tym kiedy indziej ;)

Leave a Reply

Your email address will not be published.