Przemyślenia

Londyn jakiego nie znacie #2 – Mentalność Anglików

Wydaje Ci się, że jesteś człowiekiem uprzejmym, miłym i kulturalnym? Przyjedź do Anglii, zobaczysz jakim chamem jesteś.

Mam pierwszeństwo? Dobra, przepuszczę Cię

Nie jeżdżę długo samochodem (Tak, tak, prawko, hehe), ale jeszcze nie zdarzyło mi się, żebym był na drodze bez pierwszeństwa, a ktoś mnie puścił. Tak o, machnął ręką, uśmiechnął się i dał wyraźny sygnał ‚Jedz pan, nic się nie stanie jak Cie puszcze, obydwoje będziemy mieli lepszy dzień’. Jedyne co, to można dostać Polską w ryj i klaksonem po uszach.

Tutaj to normalka. Kierowca autobusu częściej macha ręką w podzięce niż otwiera drzwi pasażerom. Wszyscy się do siebie uśmiechają i nie drą na siebie ryja przez cały czas. Aż się napatrzeć nie mogę, serio.

Przepisy drogowe i mandaty? Paaanie…

Jak byłem tu dwa lata temu, to wuja mi powiedział, że nie muszę przechodzić na pasach, ani tym bardziej na zielonym. Można przechodzić gdzie się chce, ale jak mnie samochód zmiecie, to będzie tylko i wyłącznie moja wina. Na test obrałem sobie radiowóz policji. Przeszedłem przed nim gdy jechali na tyle wolno, że po zetknięciu ze mną, coś by tam się ze mnie zostało. Zatrzymali się, uśmiechnęli, ja przeszedłem dalej, pojechali. U nas za takie coś jest mandat w wysokości (Nie wiem, nie pamiętam, jedyny jaki dostałem to za przeklinanie) chyba 500 zł.

Podobnie jest z biletami autobusowymi/na pociąg/na metro. Nikt nikomu nie robi pod górkę. W Polsce, przynajmniej w Bydgoszczy, bilet kosztuje 1,60. A kara za brak biletu, to kiedyś 170 zł, teraz 280. No powiedzcie mi, czy to nie jest popierdolone? Tutaj bilet kosztuje 1 – 2 funty, a kara to 20.

Zresztą, ciężko tutaj oszukiwać. W metrze są bramki, przy wsiadaniu do autobusu trzeba przyłożyć Oysterke (Taka kartę miejską), a w pociągach są kanary + bramki.

Największe kary są za niesprzątnięcie po swoim psie. Minimalna stawka to 80 funtów, a największa to 1000. Jakbym raz zapłacił tysiąc funtów za swojego psa, to odechciałoby mi się mieć zwierzaka do końca życia.

Czarny leniwiec

Daleko mi do rasisty, antysemity, czy czegoś takiego. Akceptuję wszystkie nacje, zwłaszcza czarne szczupłe laski i cycate azjatki. Te dwie bardzo mocno akceptuje. Jedyne co mnie irytuje, to głupota. W Anglii stopa dla bezrobotnych jest uzależniona od ilości dzieci i czegoś tam jeszcze. Według ilości dzieci przyznawane są mieszkania, tj. ich wielkość. Dlatego pan Czarny, zamiast iść do pracy, w której dostawałby mniej niż dostaje na zasiłku, woli porobić sobie dzieci i siedzieć z nimi przed domem. Rzadko kiedy można zobaczyć przed domem, zwłaszcza tym biedniejszym, pana Czarnego bez dziecka, no ewentualnie z jednym.

Najczęściej jest to gromadka 6 – 8 dzieciaków, żona i pan Czarny. Sobie siedzą, hajs się zgadza, nic nie muszą robić. Bo i po co?

Mieszkam w Londynie, muszę być oryginalna

W czasie mojego pobytu, a jestem tutaj trzeci dzień, widziałem więcej freak’ów, niż w Polsce przez całe swoje życie. Co prawda, byliśmy w punkowej dzielnicy, gdzie włosy w kolorach, które faktycznie nie istnieją, to normalka, a następnego dnia nad morzem, trafiliśmy na paradę pedałów. (Nie gejów, pedałów. Geje tak nie wyglądają)

Cały czas utrzymuje swój stereotyp, ze nie ma ładnej lesbijki. Większość jakie tutaj były, to tankowce, które czekają na abortaz innego, równie wielkiego tankowca.

Kolesie ze skarpetami po uda, laski z kolorami tęczy na głowie i makijażem tak czarnym, ze wyglądają jak pan Czarny, kolesie przebrani za kobiety, panowie w obcisłym stroju pantery. Normalka. Wszystko byleby się wyróżnić. Na szczęście ja jestem tolerancyjny, wiec mi to nie przeszkadza, czy ktoś jest debilem czy nie. Po prostu mnie tu irytuje.

Chciałbym żeby na taka paradę wparowało z 20 polskich skinheadów. I siedzieć sobie spokojnie, gdzieś z boku, nie przeszkadzając nikomu, w spokoju ogladąjac spektakl.

2 Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published.