Lifestyle

Oddam telewizor

Oddam komukolwiek działający, zadbany telewizor. Żadnych ukrytych haczyków, po prostu go oddam. I tak go nie weźmiesz. 

Jakiś czas temu, a co by być uczciwym i dokładnym, to pół roku temu kupiłem nowy telewizor. Kupno nowych rzeczy w czasie gdy stare nadają się jeszcze do użytku łączy się z pewnym problemem, a mianowicie – co ja wtedy zrobię z tym starym, nieużywanym już urządzeniem?

Wyrzucić żal, sprzedaż się nie opłaca, bo drożej wyjdzie przesyłka, więc może oddam? Przecież każdy weźmie z otwartymi rękoma. 

Tak, byłem do tego stopnia naiwny.

Próba #1 – Dom dziecka

Postanowiłem, że oddam go do domu dziecka, tak jak kiedyś stare zabawki. Dom dziecka zawsze kojarzył mi się z ludźmi oddającymi rzeczy niechciane, ale w dobrym stanie (łącznie z dziećmi, hehe), więc przecież telewizor wezmą i będę miał spokój przynajmniej.

Jak przyszedłem, to tylko zadali jedno pytanie:

– Ten telewizor to jest LCD?

– Nie, 24 cale, ale nie LCD

– A, to dziękujemy. 

Spoko, lepiej nie oglądać wcale.

Próba #2 – Kościół

Mieszkam 25 metrów od kościoła, więc nie byłoby problemem zanieść im ten telewizor żeby na jakiś spotkaniach moherów mogli sobie oglądać filmy o przybijaniu Jezusa do krzyża. 

Już nawet dogadany byłem z jednym moherem, że im przyniosę ów telewizor, bo z tego co się dowiedziałem, to przydałby im się bardzo.

Wszystko szło dobrze, dopóki nie wtrącił się drugi moher: 

– No my byśmy wzięli ten telewizor, bardzo miło z pana strony, ale my już mamy taki, trochę nie działa, bo kolory są niewyraźne, ale on też był podarunkiem od naszej znajomej z grupy i przykro jej będzie jak go wyrzucimy. 

Spoko, jak będzie przykro, to lepiej oglądać filmy czarno – białe. Krzyż i tak się nie będzie niczym różnił. 

Próba #3 – Bezdomny

Bydgoskie osiedla są bardzo bogato wyposażone w okolicznych bezdomnych.

Bezdomnych – żuli, których jebać i nawet na nich nie patrzeć, oraz bezdomnych – Janków (takich jak ten z 13 Posterunku), którym coś w życiu nie poszło i trzeba im czasem pomóc. Ci drudzy żyją najczęściej w noclegowniach, ubierają się znośnie i nie czuć od nich alkoholu.

Wychodząc z domu natknąłem się na grupkę trzech Janków i zapytałem czy by nie chcieli wziąć kiedyś ze sobą tam do noclegowni telewizora, zapewniając że telewizor działa i by się przynajmniej nie nudzili w zimowe wieczory. 

O dziwo spotkałem się z aprobatą. Uśmiech na twarzy, od razu dzięki szefie, super, ekstra, zajebiście. Tylko jak to zwykle bywa przy maksymalnej euforii – pojawia się jedno zasadnicze pytanie. Tutaj tym pytaniem było jak oni zabiorą na drugi koniec miasta telewizor, nie mając hajsu na bilety. 

Trzech Janków poddało się na starcie i poszli w swoją stronę szukać przygód. 

Spoko, mogliście go wziąć, rozebrać na części i mieć z kilo złomu chociaż. 

#Epilog

Z braku dalszych pomysłów wyniosłem telewizor i postawiłem koło śmietnika. 

Zniknął po dziesięciu minutach.