Lifestyle

Pierwszy rok z Balukiem

Przykro mi było, że nikt nie zgadł co wczoraj był za dzień. Tak, rok temu założyłem bloga. I sporo się od tego czasu zmieniło.

Wielkie umysły myślą podobnie

Jak się po roku okazało, tego samego dnia swoje medium założyli także panowie LekkoStronniczy. Fajnie, że ludźmi którymi się prywatnie jaram (noł homo) i mam nadzieje spotkać ich na BFG 2014, zrobili coś przełomowego w swoim życiu w ten sam dzień co ja.

Lubię max takie zbiegi okoliczności.

Sporo się zmieniło

Znacie mnie ciut i wiecie, że daleko mi do pompatycznego dziękowania za to że jesteście, lajkujecie, czasem komentujecie i i w ogóle, że jesteście. To fajne, jasne, ale mam nieco większe ambicje niż te 500 osób na fanpage i kilka tysięcy miesięcznie przewijających się przez tego bloga. Sorry :)

Za to powiem wam, że od czasu założenia bloga sporo się zmieniło. Naprawdę sporo.

Największym sukcesem, który miał miejsce kilka miesięcy po starcie bloga było zdanie prawka. Aż mam drgawki jak piszę to słowo i mam ochotę uderzyć w ścianę. Głową.

Chłopcy z wordu (oczywiście pisane małą literą) przez pół roku dzielnie psuli mi humor, zabierali z mojej kieszeni niemały hajs i przyprawili o kilka siwych włosów mimo młodego wieku. Fakt chęci zabicia kilku instruktorów i spalenia całej tej budy pomijam, bo wyjdę na nadpobudliwego.

Poza tym poprawiłem się trochę pod względem pisania. Serio, jak czytam pierwsze wpisy, to aż mam chęć usuwać błędy stylistyczne, interpunkcyjne i zmieniać cały tekst. Wtedy ich nie widziałem, teraz jakimś sposobem je zauważam. Magia czytania & pisania.

Wiem, że nadal nie jest doskonale i jeszcze kilka lat przede mną, ale hej, this is what I call progres ;)

Z faili, które popełniłem odnośnie bloga, a których dość mocno żałuję, to zbyt późne zrobienie logo (dzisiaj) i zaniedbanie działu Forma i zepchnięcie go na drugi plan, mimo iż na chwilę obecną, jest on tym czym się zajmuję najczęściej. Gdybyście obserwowali mnie na twitterze, wy ancymony, to byście wiedzieli, że kupiłem sobie karnet na siłkę i umieram tam codziennie przez dwie godziny.

Obiecuje, po raz trzeci i ostatni, że ów dział będzie jeszcze działem najpopularniejszym na tym blogu i przyniesie mi chwałę, splendor, kobiety (dziewczyna kazała usunąć :<) i kilogramy hajsu. True story, bro.

Z rzeczy, które miały wpływ mniejszy lub większy na tego bloga, to chyba tyle. Z tego, co zmieniało się na przestrzeni tych 366 dni wiecie z reszty wpisów, których nie żeby coś, ale niedługo będzie setka.

Nie dość, że dziś muszę świętować, to jeszcze za trzy wpisy znowu mnie to czeka. A przecież jestem na diecie.

Leave a Reply

Your email address will not be published.