Przemyślenia

Pokolenie przegranych

Dzisiaj proste pytanie – czy jesteś zwycięzcą? I dlaczego nie?

Kiedyś czytałem masę książek traktujących o samorozwoju, pozytywnym myśleniu, ulepszaniu siebie i tego typu rzeczach. Sekret, Brian Tracy, Biblia NLP. Większością tytułów zasypywał mnie Andrzej Tucholski, za co w sumie dziękuje. W końcu, gdyby to właśnie nie on, to by prawdopodobnie nie było tego bloga i mnie, takiego jakim teraz jestem. I na pewno nie byłoby tego wpisu. No ale okej, od początku.

Wczoraj po południu, oglądając X Factor, zauważyłem to samo, co zauważył wśród uczestników Kuba Wojewódzki. Ludzie występujący tam, nie wychodzili po to, by pokazać jak dobrzy są i jak dobrze umieją śpiewać. No way. Każdy szedł tam po to, by odbębnić swoje, usłyszeć od jury pochwałę, albo naganę i iść w swoją stronę. Nie mi to oceniać, bo sam fałszuje okrutnie, a na muzyce nie znam się prawie wcale. Wiem tylko jaka muzyka jest dobra, a jaka nie. I słucham tej bardzo dobrej.

Dlatego wkurzam się, gdy słyszę kogoś z genialnym głosem, kto powinien grać zamiast Biebera w Łodzi, ale nie jest do końca o tym przekonany. I musi chodzić po programach typu X Factor albo Mam Talent, żeby się o tym dowiedzieć. I nie chodzi mi tutaj o ludzi co faktycznie chcą się przekonać o swoich umiejętnościach, bo im dziewczyna powiedziała, że całkiem spoko śpiewają, chodzi mi tu o zawodowców, którzy wiedzą, że mają niemały warsztat, a mimo to, są niepewni siebie, lub co gorsza – skromni.

Nie rozumiem ludzi, którzy twierdzą, że skromność to zaleta. Co jest dobrego w nieprzyznawaniu się do bycia dobrym? Albo negowaniu faktu, że coś się robi dobrze? To jest wada. To jest typowy brak pewności siebie, ładniej ubrany w słowa. To tak jakbym startował z blogiem i nie był pewny, że to wypali. Nie był pewny, że kiedyś będę miał tysiące czytelników. Debile nazywają to marzeniami, najczęściej marzeniami ściętej głowy. Ci nieskromni nazywają to przyszłością.

Stąd moja prośba, do was wszystkich. Nigdy nie bądźcie skromni. Bądźcie zajebiści w tym co robicie, nawet jeśli większość mówi, że tak nie jest. Myślicie, że gdyby Jordan był skromny i nie wiedział, że jest w stanie przeskoczyć pół boiska, to byłby legendą? Albo Kominek? Gdyby nie miał zawyżonego ego i nie wiedział, że jest dobrym blogerem, to by nim był? ;)

Najgorzej jest zaliczać się do tych, o których pisał już Andrzej – co są dobrzy, ale się boją. Bo co sobie ktoś pomyśli? Bo, nie daj buk, będą o mnie złe zdanie mieli. W średniowieczu też bym się bał, fakt. Coś źle powiem – jeb na stos. Ale teraz? Niewiele mi robi to, że ktoś mnie spróbuje wyśmiać. Nadal będę robił to, w czym czuję się choć trochę dobry. Nawet jeśli widzę, że coś mi notorycznie nie wychodzi, tak jak zdanie prawka, to płacę za kolejny egzamin, płacę i wiem, że zdam. Nie można być we wszystkim najlepszym. Ale twierdzenie, że jest się bardzo dobrym, i stopniowe pokazywanie tego, to zupełnie dwie różne sprawy.

Nie bójmy się być dobrzy w czymkolwiek, co robimy.

3 Comments

  1. owszem masz rację, ale są ludzie, którzy nie potrafią być tacy „pewni” siebie. Np. JA. :P ale wstydzę się to pokazać ..:(

  2. Wszystko pięknie i cudownie, panie bloggerze, ale zgubił pan literkę „ę” w odmianie czasowników do pierwszej osoby. Błędy proszę poprawić. Co do samej treści – myśl mi się podoba. Powodzenia.

Leave a Reply

Your email address will not be published.