Przemyślenia

Porządki na dzień dziecka

Childhood_memories_by_Silviaa92

W sumie, to dzieckiem jako takim już nie jestem, ale jako iż nie ma dnia studenta, to wolę celebrować dzień dziecka, niż dzień ojca.

Cybermycha

I nie mówię tu o celebrowaniu w postaci pójścia na festyn i kupienia sobie waty cukrowej. Jestem infantylny, ale nie aż do takiego stopnia. Zrobiłem coś zupełnie innego.

Ostatnimi czasy przestały mieścić mi się rzeczy do jednej z szaf. Nie dziwne, bo w tej trzymałem w sumie wszystko. Gazety, czasopisma, czasem gry, znalazła się jedna książka, papier do drukarki, kilka przyborów szkolnych, a nawet widelec. Do teraz nie wiem skąd on się tam wziął, nieważne. Większość rzeczy musiałem wyrzucić, bo obrosły kurzem do rozmiarów kuriozalnych, albo stały się dla mnie całkowicie nieprzydatne.

Wyrzucam z szafy większość śmieci, wśród nich znajduje swoje sprawdziany z matmy z gimnazjum, oczywiście z oceną niedostateczną, przeglądam jakieś stare komiksy, wzruszam się na widok gier w które nie grałem dekadę, aż tu nagle: Cybermycha. O jezu. Jedna z tych rzeczy, jeśli której nie czytałeś będąc chłopcem pod koniec lat 90, to sorry, ale nie dzieciństwa, które warto by wspominać. Każdy czytał Cybermychę. To nic, że mało kto miał wtedy kompa i gry z płytki czekały na te lepsze i nie aż tak odległe czasy – z kompem. To nic, że to czasopismo pisane było językiem dla debili, a nie dla dzieci i młodzieży. To nic, że po sprawdzeniu gier z płytki u jedynego kolegi z komputerem czuło się maksymalne zażenowanie i odpalało się cokolwiek innego. Cybermycha to i tak był klasyk.

Zabawki, komiksy, książki

Znalazło się też sporo komiksów. Było tam z 200 numerów Kaczora Donalda i z 10 Gigantów. Czyli dla młodszej osoby – rok, jak nie dwa, ciągłego czytania. Oczywiście komiksy są w lepszym stanie niż połowa książek wypożyczana z bibliotek. Szkoda, że dbanie o rzeczy z wiekiem mi minęło.

Zabawek i książek było mniej, bo już kiedyś coś z nimi zrobiłem. Oddałem je tym, którym przydadzą się bardziej. Nie lubię nazywać ich potrzebującymi, bo nie głodują, ani nie czekają na czyjś datek, ale na pewno przydadzą im się ubrania, książki i zabawki.

Tak, oddałem wszystko co miałem do domu dziecka. I jutro też pójdę, z tym co odnalazłem w tym roku. I Tobie, czytelniku, polecam to samo. Każdy młody człowiek ma gdzieś walające się za małe ubrania, książki do których wstyd wracać, albo resztki zabawek, które już nigdy mu się nie przydadzą, a na pewno przydadzą się jeszcze młodszym. Zwłaszcza w dzień dziecka.

2 Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published.