Przemyślenia

Czy Powstanie Warszawskie było aż taką porażką?

“Niech żyje armia, lotnictwo i marynarka polska.
Niech żyją żołnierze polskiej armii podziemnej.
Niech żyje wolna niepodległa Polska.”

Godzina W

Opcja jest prosta – są wakacje roku 1944. Spędzam je najprawdopodobniej ze znajomymi, jako iż mieszkamy w Warszawie to pewnie tam się szlajamy. Jest wojna, więc jesteśmy zmuszeni do chowania się przed Niemcami, a przed niektórymi musimy uciekać. Zbliża się sierpień. Czuję, że wydarzy się coś, co odmieni moje życie. Może wojna się skończy? Może Ruscy pomogą przeciwstawić się Niemcom? Kto to wie?

Pierwszy sierpnia. Już wiem co się miało wydarzyć. Czułem, że to nie będzie nic dobrego. Mimo dwudziestu lat na karku, idę walczyć, wszak jestem patriotą. Wiem, że z ust młodego człowieka brzmi to śmiesznie, ale chcę walczyć w obronie kraju, mimo, iż mogłem zdezerterować. To chyba mnie czyni patriotą i jednym z wielu bohaterów Powstania Warszawskiego, prawda?

Umieram pierwszego dnia. Zawsze miałem pecha, nawet teraz. Wielu, tak samo jak i ja, umarło pierwszego dnia, co nie jest żadnym wstydem. Większym wstydem jest, po 69 latach od tego dnia, twierdzić, że zginąłem na marne, a Powstanie było gówno warte.

Czy to była kula synku, czy to serce pękło?

Mam na tyle wyobraźni, że umiem sobie wyobrazić wydarzenia opisane w poprzednim akapicie. Wiem, że z moim szczęściem umarłbym od pocisku wystrzelonego moździerzem przez jednego z naszych. Wiem też, że nie mieliśmy większych szans, jeśli chodzi o liczebność i wyposażenie, w walce z przeciwnikiem. Wiem również, że to co bym robił w tamtym czasie, robiłbym dla idei, żeby dać przykład przyszłym pokoleniom i pokazać, że warto próbować. Nawet jeśli coś wydaje się niemożliwe.

Dlatego irytuje mnie fakt, że ludzie w moim wieku, a tym bardziej Ci starsi, w czasach gdy mają zapewnioną wolność, wojna, nieporównywalna do tamtej z lat czterdziestych, dzieje się dziesiątki tysięcy kilometrów od nich, nabijają się z ludzi, którzy umarli w trakcie tych 63 dni. Bo umarli na marne, a powstanie, jak wiele innych, przegrali. Przecież to nawet nie jest argument.

Z nazwiska wymienię tylko kilku walczących w tym czasie w Warszawie (W tym Kamila Baczyńskiego, który jest niestety pomijany na lekcjach języka polskiego w liceum), ale każdy, znany lub nie, ten co zabił stu Niemców, albo ten, który padł pierwszego dnia, tak jak ja bym pewnie padł, jest w moich oczach bohaterem.

Walczyć każdy jeden głupi może. Ale walczyć, gdy się nie ma realnych szans na wygranie, to przykład bohaterstwa.

One Comment

Leave a Reply

Your email address will not be published.