Media

Źle się dzieje gdy rap wjeżdża na salony

Źle się dzieje, gdy doświadczeni raperzy, którzy są mocno związani z tą kulturą, idą do radia, prowadzą audycje i opowiadają laikom o tymże typie muzyki.

Do radia mam stosunek ambiwalentny. Znaczy się – uważam, że radio jest chujowe. Taki relikt czasów, w których większość rzeczy było trzeba sobie wyobrażać.

Jak nie było jedzenia, bo było na kartki, to było trzeba używać wyobraźni. Jak nie było zabawek, to było trzeba sobie wyobrazić, że ten ołowiany żołnierzyk jest super zestawem lego.

Tak samo z radiem – trzeba sobie wyobrażać kolesia który mówi i to, o czym mówi. Gorzej jak to jest Mann mówiący o ładnych kobietach. Wtedy wyobraźnia po prostu fiksuje.

Dlatego irytuje się, gdy muzyka, która nie jest dla każdego, wjeżdża na salony.

Nie lubię słyszeć dziennikarzy, którzy ksywę Quebonafide czytają jako Kłebonafajd. Nie lubię, gdy dziennikarz jest niedouczony i myli rap z hip hopem. I koniec końców – nie lubię gdy tacy raperzy jak Muflon próbują rozpowszechniać tę muzykę ludziom, którzy i tak jej nie zrozumieją.

I nie dlatego, że Muflon się tam marnuje (w sumie to też), tylko dlatego, że radio od trzydziestu lat stoi w miejscu. Rap, zwłaszcza w Polsce w tym czasie przeszedł od czasów śmiesznej Paktofoniki i Liroya, do trapu i hashtagów.

Tylko mi się wydaje, że nie jest to dobre miejsce na szerzenie tego typu muzyki?