Media

Są tu jakieś feministki?

Bez tytułu

Mam nadzieje, że nie, bo wystarczy jedna, która obrzydziła mnie w miniony poniedziałek do tego stopnia, że do dziś mam koszmary. I nie uważa tego za złe.

Feministki są spoko?

Zacznijmy od tego, że rozumiem kobiety, które nie zawsze golą nogi i całą resztę ciała. Jakbym ja miał to robić raz na tydzień też bym dostał białej gorączki i stwierdził, z lenistwa, że zostanę feministką. Rozumiem je, bo to męczące, no ale cóż, czasem trzeba. Większość znajomych wprost się przyznaje, że w zimę tego nie robi, bo i po co? Długie spodnie, na zajęciach fizycznych długie legginsy i siema. Jeśli nie ma chłopaka, to przebaluje tak całą zimę, a jak ma, to szkoda, no ale kochanie – musisz.

A, panowie – w drugą stronę to też działa. Dla każdego faceta, który twierdzi że zarost pod pachami i w miejscach intymnych jest oznaką męskości, należy się przybicie piąteczki. Krzesłem. Najlepiej w twarz.

Oczywiście niektórzy wykraczają poza przyjęte przez społeczeństwo normy i nie robią tego, co inni uważają za normalne. Niektórzy nawet prowadzą strony o tej tematyce, na którą natknąłem się w poniedziałek i do dzisiaj tego żałuję. W jak chorym kraju żyjemy, że wpis o lasce, która z wyglądu bardziej przypomina nieogoloną łasicę niż kobietę, ma 11k lajków, a moje mają koło 20?

Kochanie, chodźmy na basen

Sprawa z feministkami (I z lesbijkami) jest prosta. Tylko niechciana laska może zostać feministką (I lesbijką także). ŻADNA dbająca o siebie, normalnie wyglądająca kobieta nie zniży się do poziomu czegoś, co twierdzi że kobieta = mężczyzna i tak samo pasują jej owłosione nogi.

Jasne, można powiedzieć, że to wszystko przez wpływ otoczenia, media i dzisiejszy ideał kobiety. To samo twierdzą otyłe laski, które mówią, że są piękne, tylko nikt tego nie widzi, bo w telewizji to same anorektyczki pokazują. W obu przypadkach występuje pierdolenie, które spowodowane jest lenistwem. Jak i otyła kobieta, tak i feministka to leniwe stworzenie, które nie chce o siebie zadbać. Dorabia do tego sobie bzdurną ideologię i proszę bardzo – człowiek taki jak ja, ma przesrany poniedziałek, bo cały dzień przed oczami ma to:

Feministka :)

Dziewczyno, proszę – nie bądź feministką. Nie musisz być ładna, możesz nawet być gruba. Ale nie bądź feministką i nie każ mi patrzeć na takie zdjęcia. Bo mnie potem brzuch boli przez cały tydzień, okej?

 

2 Comments

  1. Przecież. Ta dziewczyna. Jest ładna. To znaczy, byłaby, gdyby zdjęła okulary, rozpuściła włosy i się ogoliła. Poza tym, jak ze wszystkim niektórzy za bardzo się we wszystko angażują. Równe prawa są spoko- fajnie, że kobiety mogą głosować i tak dalej, ale przecież będąc kobietą o zdrowym umyśle, nie będziesz się zabijać o to, żeby nie golić nóg, czy o prawo chodzenia topless w miejscu publicznym- bo to jest totalnie absurdalne. Dlatego feminizm miał sens dwa tysiące lat temu, kiedy kobiety nie miały żadnych praw, a mężczyźni wszystkie. Teraz, jak mówisz, stał się jedynie wymówką dla samic leniwych, którym się nie chce o siebie zadbać.

  2. Ejejej, mi się wydaje, że jednak mocno upraszczasz, bo nie każda feministka się nie goli/nie dba o siebie/nie ma chłopaka/jest gruba/jest lesbijką. Czy naprawdę można osądzać całą grupę na podstawie kilku kretynów, którzy oprócz krzyczenia o rzeczach, o których reszta może nawet myśleć, nadinterpretuje i robi rzeczy tak absurdalne, że aż się chce płakać? Każda mądra kobieta jest i powinna być feministką, a golenie nóg, chodzenie bez stanika albo w nim, robienie kariery albo spełnianie się w obowiązkach domowych jest tego wyrazem. Feministka to po prostu myśląca kobieta. Ba, prawdziwie męski partner też powinien być feministem, wspierającym swoją kobietę, bo na tym polega partnerstwo. Szkoda tylko, że walczenie o społeczno-polityczną równość dla wielu jest równoznaczne z atakiem na zasadzie „Chcecie kobiety równości? Kilof w dłoń i pracuj w kopalni”. To kompletnie nie o to chodzi. Kobiety i mężczyźni się nawzajem potrzebują, tacy jakimi są. Co nie zmienia faktu, że miło byłoby nie zaczynać kariery od początku, po powrocie z urlopu macierzyńskiego albo w ogóle dostać pracę („Młoda kobieta to zaraz zaciąży, więc weźmy lepiej na jej miejsce faceta.”). Dziwi mnie fakt, że bycie nazwanym feministką/feministem jest odbierane jako jedna z większych inwektyw.

Leave a Reply

Your email address will not be published.