Lifestyle Przemyślenia

Śmieszne społeczeństwo 1 kwietnia

1 kwietnia

Wiecie gdzie każdego dnia, a nie tylko pierwszego kwietnia, odbywa się najlepsze w swoim rodzaju Prima Aprilis? W autobusie.

Pierwszy kwietnia od czasu powstania fejsa stał się dniem bezbeku. Tego dnia wszyscy ludzie którym na co dzień nie wychodzą żadne żarty, a ich jedyny kontakt interpersonalny odbywa się wtedy, gdy głaszczą swojego kota, zaczynają żartować. I robią to w co najmniej taki sposób, jakby bili się o nagrodę Karola Strassburgera. Czyli kto gorzej i nie śmieszniej, ten wygrywa.

Jako, iż do poziomu familiady jest mi dalej niż polskim dziennikarzom do poziomu blogosfery, to nie śmieszy mnie cała ta fejsbukowa akcja w ogóle. Czyli żadne ciąże oznaczone jako wydarzenie z życia, żadne rozpady związków, premiera Piątku III, ani żaden news na onecie.

Za to nic nie bawi tak mocno jak przejazd przez całe miasto autobusem i słuchanie tego, co mają do zaoferowania współpasażerowie. 

Na pierwszy ogień poszła dziewczyna – dres, połączenie uroku i kobiecości z przetłuszczonymi włosami, krzywym zgryzem, ortalionem na nogach i muzyką z telefonu. Taki polski Pikachu. Całą drogę mówiła o tym jak to ciężko jej się żyje, że chłopak mało zarabia i w ogóle to najlepiej stąd wyjechać na saksy lub do Anglii i zacząć prawdziwe życie. Bo prawdziwe życie jest tam gdzie są zbiory ogórków lub zmywak. 

Poza tym, jako pauzę w wypowiedzi stosowała podśpiewywanie refrenów znanych polskich piosenek, takich jak ,,Sadzić, palić, zalegalizować”.

Drugim wybrykiem natury była dziewczyna w wieku gimnazjalnym, która zapuściła korzenie w siedzeniu. Autentycznie.  

Stał przy niej starszy pan, kobieta w ciąży i starsza pani, czyli trójka ludzi którzy najwidoczniej chcieli stoczyć małą wojnę między sobą o to miejsce siedzące, ale dziewczyna im to uniemożliwiła. Siedziała i patrzyła jak chrząkają, kaszlą i starają się wzbudzić w niej poczucie żalu, by za chwilę mogli w trójkę się napierdalać o to miejsce.

Niestety mimo iż czekałem już z telefonem w ręce, licząc że będzie to lepsza scena niż z filmiku polsko – ukraińskiego, którym motywem przewodnim była kradzież buta, to nic się nie stało. Wstała dopiero na ostatnim przystanku. 

Niewiary – kurwa – godne.

Trzecim i ostatnim pasażerem wartym uwagi był starszy pan o którym wspomniałem przed chwilą. Zwykły starszy typek z psem. Takich samych jak on w ilości nieskończonej można spotkać o 7 rano w poniedziałek w drodze na rynek. Wiesz o kogo chodzi. 

Ów pan siedząc z psem zauważył, że koło niego stoi kobieta. I to nie byle jaka kobieta, bo ta kobieta była gruba w chuj. Pan, co by nie wyjść na chama, zapytał czy pani nie jest aby w ciąży, bo to trochę nieracjonalne zajmować trzy miejsca w autobusie. Na szczęście, a moje nieszczęście bo cały czas stałem z telefonem w ręce i liczyłem na jakąś dynamiczną akcje, pani była ciężarna a nie po prostu gruba, a starszy typek ustąpił jej miejsca. 

Więc pan przez resztę radosnej przejażdżki musiał stać. Zarzucało go na każdym zakręcie, psem targało na wszystkie strony, ale to właśnie on jako jedyny ustąpił tej pani miejsca. Nie dresiara, która pali, sadzi i legalizuje, nie młode dziecię, które zarosło w fotelu, tylko właśnie on. 

Tak właśnie wygląda jazda komunikacją miejską w większym mieście. Po każdym usłyszanym dialogu masz wrażenie, że to społeczeństwo to jeden wielki żart, a dzisiaj jest pierwszy kwietnia.