Forma

Typy ludzi na siłowni #7 – Dietetycy

– Siema, chcesz  chipsa?

– A ile ma białka?

Każdemu na siłowni pada na głowę

Dobra, okej, przyznaje się – mnie też to dotknęło. Każdego, kto choć trochę zaczyna dbać o swoją formę, jak i o to co je, najzwyczajniej w świecie odbija.

Liczenie kalorii, patrzenie na miko i makroelementy, wybieranie produktów bogatszych w białko i ubogich w węglowodany. Z tego powodu od trzech tygodni nie jem tostów na śniadanie, tylko codziennie o 8 rano żongluje trzema jajkami, które lądują w kubku, a później na patelni. Czasami na ziemi, ale to rzadkość.

Niektórym niestety pada mocniej. Na imprezach zamiast piwa to woda Żywiec Zdrój, zamiast chipsów to garść migdałów lub kilka wafli ryżowych. Na co dzień nie jedzą niczego co robi się krócej niż 30 minut, do każdego posiłku seria warzyw, minimalna liczba węglowodanów i mięso gotowane na parze.

A przed treningiem piją białko wymieszane z wodą, które chemii ma więcej niż niejedna sala chemiczna w szkole wyższej.

Z drugiej strony…

Często w szatni, zwłaszcza wśród ludzi w moim wieku, słyszę rozmowy o ich treningu i poziomie jego intensywności. Pomijam fakt, że kolesie Ci, wchodzą gdy ja jestem w połowie swoich ćwiczeń, a wychodzimy w tym samym czasie.

Rozmawiają o tym co by sobie zjedli, co wypili i jak bardzo jest to nie zdrowe. No ale fuck this shit, przecież pobiegane, to można. Obok siłowni jest McDonald’s, do którego zawitało już wielu członków siłowni na którą uczęszczam. Pewnie na sałatkę i jabłko.

Obie postawy są mocno popierdolone i jak najbardziej nie na miejscu. Jeść i ćwiczyć trzeba z głową, nie tylko według tego co powie Ci Chodakowska lub dietetyk.