Lifestyle Media

Walentynki dla malkontentów

1229875_673078016089905_1125860096_n

Jak ja was nienawidzę, jak bardzo ja wami gardzę.

Bycie malkontentem w walentynki

W walentynki, jak w sumie każde święto obchodzone w Polsce, ludzie dzielą się na dwa obozy. Ci, którzy się odnoszą do niego neutralnie lub pozytywnie i Ci, którzy zawsze muszą wrzucić te swoje przechujowe, śmierdzące, zatęchłe trzy grosze.

Najczęstszym argumentem przeciwko walentynkom jest fakt, że jest to komercyjne święto, bo sprzedają róże, serduszka, misie i tego typu rzeczy. No jasne, że jest. Ameryki, Sherlocku piękny, nie odkryłeś. Ale z drugiej strony, Wszystkich Świętych, Wielkanoc, Gwiazdka, nawet dzień matki, dziecka i ojca, są komercyjne. Bo na każdym z tych dni, ktoś zarabia większy hajs niż na co dzień.

Ale po co?!

Po co zadręczać ludzi swoim smutnym biadoleniem? Po co wywoływać dyskusje na temat nieważności 14 lutego? Każde święto, wzięte z kultury amerykańskiej, czy z naszej – pogańskiej (dlaczego ten wyraz ma tak pejoratywny wydźwięk?) jest w mniejszym lub większym stopniu ważne.

A narzekanie na któreś z nich jest tak samo poronione, jak narzekanie na smog w Krakowie stojąc w centrum Czarnobyla. Niby można, ale każdy weźmie Cię za debila.

Jeśli o mnie chodzi, to jako iż jestem w związku, to nie mam tego problemu. Co najwyżej mam problem z pomysłem, bo staram się zawsze robić coś własnoręcznie.

Zaś jeśli byłbym sam, odpaliłbym sobie kompa, przesiedział ten dzień jak każdy inny dzień gdy jest wolne, porobił coś kreatywnego i poszedł spać. Zero biadolenia. Niech się inni cieszą, skoro ja bym nie mógł.

Ale na szczęście mogę.

Leave a Reply

Your email address will not be published.