Lifestyle Media

Zdajesz łatwiejszą czy trudniejszą maturę?

baluk - matura

Maturzyści już powoli umawiają się na imprezy, na których będą oblewać zdane lub oblane matury. Szkoda tylko, że część z nich pisze łatwiejszą maturę i na pewno dostanie się na wymarzone studia.

Wyobraźcie sobie Marlenę. Marlena nie tylko ma najbrzydsze imię na świecie, ale również jest absolwentką technikum i pisze starą maturę. Marlena skończyła technikum hodowli koni, bo za młodu tata często w nocy wchodził do jej pokoju przebrany za konia. Niestety nauczyciele w trakcie pierwszych dni nauki powiedzieli jej żeby sobie odpuściła, bo po tym gównianym technikum i tak nie ma żadnego innego zawodu niż przystrzygacz owiec i żeby poszła na studia.

Więc Marlena dzielnie przygotowywała się do matury. Uczyła się, ryła na pamięć funkcje kwadratowe, inwokacje i gramatykę w języku angielskim. Siedziała nad tymi trzema rzeczami cały rok tylko po to, by czwartego maja wejść na maturę, zaśmiać się, napisać i wyjść.

Przez chwilę pomyślała, że pisze maturę dla opóźnionych w rozwoju i szukała zadania typu ,,Pokoloruj pandę”, ale niestety nie. To była prawdziwa matura.

Po otrzymaniu wyników Marlena mogła iść na jakie tylko studia chciała, bo zapewniła jej to matura, którą napisałoby nieumiejące czytać dziecko. I to na 90%.

Drugą osobą jest Sebastian. Sebastian nie tylko ma najbardziej przypałowe polskie imię, ale również jest absolwentem liceum, który pisze nową maturę. Sebastian skończył klasę humanistyczną. Nie skończył jej dlatego bo lubi czytać książki, interesuje się historią lub jarają go wielokrotne rymy w Panu Tadeuszu. Nic z tego. Sebastian po prostu nie lubi matematyki. Czyli jest typowym humanistą, który zamiast w TVN lub TVP skończy McD lub KFC. Też trzy litery, więc może miejsce pracy będzie równie blisko. 

Ale nie o przyszłości Seby miało być.

Problem tkwi w tym, że Sebastian i Marlena piszą inne matury. Sebastian musi naprawdę ostro zapierdalać żeby zdać ustny polski, na którym zamiast pracy pisanej na kolanie dzień przed terminem jest dziki freestyle i matematykę, na której zamiast zadań stricte licealnych są zadania, na które ja na maturze bym tylko zerknął i oddał arkusz. 

Zaś Marlena może iść na maturę najebana, co pewnie uczyni, bo tego nie da się nie zdać. 

Później obydwoje będą aplikować na ten sam kierunek, na którym jest ograniczona liczba miejsc. Zgadujcie ile na takim kierunku będzie Marlen, które maturę traktowały jak większą kartkówkę i przypadkowo napisały ją na 90%, a ile Sebastianów, którzy faktycznie coś w tej głowie mają, ale CKE pokazało im środkowy palec.